Nowości

wtorek, 2 lutego 2016

Jabłka, jajka, a może ziemniaczki?, czyli pobudka w niedzielny poranek w Fordonie [opinia]

Sielska niedziela, rodzinne śniadanko, aromat porannej kawy i oczywiście (nie)spodziewany sygnał domofonu. Tak to mniej więcej wygląda przez ostatnie miesiące w niektórych częściach Fordonu.
Spotkaliście się już z porannym domofonem sprzedawców jajek, ziemniaków, a może pysznych jabłek?

Ja tak, regularnie co tydzień, przez ostatnie miesiące. Przez ten czas, poranny, niedzielny dzwonek wzbudzał we mnie rozmaite odczucia, od irytacji, po obojętność. Pod poniższym tekstem zachęcam do dyskusji, dajcie znać jakie są Wasze przemyślenia na ten temat. Jestem ciekawy jak Wy sobie radzicie z porannymi wizytami sprzedawców płodów rolnych, a może Was one cieszą?

Zacznę od tego, że bardzo szanuję pracowitych ludzi. Sam ciężko pracuję, żeby utrzymać rodzinkę i oddać mojemu "ukochanemu" bankowi miesięczną ratę w szwajcarskiej walucie. Praca towarzyszy mi od wczesnych lat, ponieważ odkąd pamiętam, dorabiałem sobie w każdej wolnej chwili. Jako młody człowiek wynosiłem gruz sąsiadom kiedy remontowali mieszkanie, malowałem okna, miałem jakieś epizody, nazwijmy to w branży gastronomicznej i wiele innych niesamowicie ciekawych przygód. Nie wpadłem jednak nigdy na to, żeby odwiedzać regularnie tysiące mieszkańców Fordonu i próbować sprzedawać im np. papier toaletowy.


To nawet niezły pomysł na biznes, przecież każdy z nas go używa i to w większych ilościach niż jabłka, jajka czy ziemniaki. Nie wpadłem na to, ponieważ nie przyszło by mi do głowy, żeby naruszać czyjąś prywatność, tylko dlatego że akurat mam wspaniały pomysł na biznes. 

Oczywiście doskonale rozumiem, że ktoś chce zarobić, szanuję to, tylko zastanawiam się na ile ta chęć zarobku ingeruje w naszą prywatność. Dawno temu ktoś wymyślił prosty mechanizm: sklep i klient, który do niego przychodzi KIEDY MA NA TO OCHOTĘ. Osoby odwiedzające mnie z jajkami, jabłkami i ziemniakami, za wszelką cenę próbują wymyślić nowy mechanizm biznesowy, polegający na tym, że to sklep przychodzi do klienta, kiedy ma na to ochotę. Kurczę, jakoś źle się z tym czuję, mimo że rozumiem, że ludzie próbują być przedsiębiorczy i trochę zarobić w weekendy. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, być może nawet dużo osób, które cieszą się z takich wizyt. Mogą to być np. osoby starsze lub chore, które dostają zakupy prosto do domu, ale mimo wszystko weekendowi sprzedawcy powinni to trochę inaczej zorganizować. Np. przejść się raz po mieszkaniach i zrobić listę, kto sobie życzy, a kto nie.
Dajcie znać w komentarzach, jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Może przekonają mnie Wasze argumenty i zacznę regularnie kupować świeże jajka, jabłka i ziemniaczki od porannych, weekendowych sprzedawców?
[4don.pl]
« Poprzednie
Następne »

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania :) Rozruszajmy Fordon!